2018: TEAM WORK MAKES IT DREAM WORK

Kiedy byłam małym berbeciem, później puchatą nastolatką i – jeszcze później – pełną wątpliwości studentką, wierzyłam w to, że jestem samowystarczalna. Nie potrzebowałam nikogo i niczego i na tym może skończę, bo szczegóły są tutaj zbędne i nieciekawe.

Do emerytury coraz bliżej i pewnie z tego tytułu te wszystkie retrospekcje, które dopadają mnie tu czy tam, ale w tym roku odkryłam, że przez wszystkie te lata byłam w błędzie.

Odkryłam mianowicie, że życie rzeczywiście wyznaczane jest rytmem osobistych zysków i strat, nie internetowego fejmu. W tym roku pożegnaliśmy bardzo ważnego członka naszej ludzkiej rodziny, który pozostawił po sobie ogromną pustkę i przywitaliśmy za to małe przesłodkie zło ze szklanym okiem, Aku, które codziennie czyni mnie lepszym trenerem, lepszym handlerem i bardziej uśmiechniętym człowiekiem. Kelt jest ciągle z nami, w mniej więcej dobrym zdrowiu, Tekla ma się dobrze na tyle, na ile pozwalają okoliczności, a Falkunio tradycyjnie kwitnie w swojej maniakalnej miłości do Michała. Bilans więc na szczęście choć odrobinę się zgadza.

Odkryłam także – dopiero w tym roku! – jak wielką siłę daje zespół. Jakimś wspaniałym zrządzeniem losu otacza mnie ekipa Machiny Obedience, która – choć nieco zwariowana – jest grupą najlepszych na świecie, najbardziej walecznych osób, jakie znam, i robi tak niesamowite rzeczy, że ja i moja kreatywność jesteśmy przy nich totalnymi amatorami. Wzbogaciłam się o owocną znajomość z psychologiem sportu – więc powoli nabieram lepszych priorytetów, a głowa pozostaje zimna przez większość czasu – i mam swoją własną, wspaniałą stażystkę, której praca jest nie do przecenienia. Piąteczka, Jarząbku! 😉

Przede wszystkim jednak mam fantastyczne, gigantyczne wsparcie w moim Michale, który nie dość, że dzielnie robi za opiekunkę do małego potwora i pozostałych stworów, to jeszcze zawsze mówi: kto jak nie ty? Bez niego ten rok byłby do wyrzucenia, a z jego wielką pomocą udało się zrobić z niego coś fantastycznego! Życzę więc sobie – nam – nie tylko tych trzech, ale trzydziestu trzech albo nawet trzystu trzydziestu trzech lat razem, pełnych miłości i duszenia się wzajemnie ze złości poduszkami. Mniej więcej na zmianę.

W tym roku udało się stworzyć kilka wspaniałych rzeczy. Razem zrobiliśmy How To Obedience, cykl zawodów Grand Prix, dwa seminaria obedience ze świetnymi prowadzącymi i – także dwukrotnie – przebiegi treningowe. Wszystko to było możliwe tylko i wyłącznie dzięki wspólnemu wysiłkowi wielu osób.

Dziękuję więc wszystkim, którzy zechcieli być ze mną i przy mnie – jestem za to niesamowicie wdzięczna i czekam na kolejny wspaniały rok z Wami. Wszystkiego dobrego!

I dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top